Wieprzowe carnitas [paleo, Whole30] + wykład na temat kuchni meksykańskiej i TexMex

Ohisashiburi, jak to mówią w Japonii! Dawno mnie tu nie było - dużo się w moim życiu w międzyczasie zmieniło... Chociaż w sumie to tylko dwie, małe, niewiele znaczące rzeczy:
1) wyszłam za mąż oraz
2) przeprowadziłam się z Polski do USA.

Takie tam, wiecie ;) Wszystko się zmieniło. Wszystko. Mój plan dnia, dieta (niestety, ale wracam do paleo i diety samuraja), praca (a właściwie jej brak), zakres obowiązków, środki transportu, aktywność fizyczna, dostępność i rodzaj produktów spożywczych... Dostosowuję się. Po kilku miesiącach wydaje mi się, że wreszcie prawie odnalazłam się jeśli chodzi o dietę, ćwiczenia i podstawowy rytm życia. Nie mam jeszcze wszystkiego ogarniętego, przede wszystkim pracy i własnego środka transportu. 

Dostosowałam się za to w pełni do lokalnych smaków. Tutaj, na południu Stanów, ogromną część populacji stanowią imigranci z południowej Ameryki - głównie z Meksyku - lub ich potomkowie. Wiele z nich przyjechało prosto z Meksyku; większość jednak to drugie, trzecie, czwarte pokolenie, które identyfikuje się z Amerykanami bardziej niż z Meksykanami; nie mówi po hiszpańsku; ale wychowało się na meksykańskiej kuchni. A dokładniej - TexMex, czyli kuchnia meksykańska dostosowana nieco do Amerykanów z Teksasu (bo Teksas ma dłuuugą granicę z Meksykiem i dlatego tam ląduje większość imigrantów z południa, dla tych co nie wiedzą). 

TacoBell
Jeśli słyszeliście o TacoBell - to nie jest TexMex! To raczej TexMex dostosowany do białoskórych Amerykanów z północy, którzy nie wiedzą zbyt wiele o swoich południowych sąsiadach i nie są w stanie jeść bardzo ostrych potraw. TacoBell w Teksasie ma taką opinię, że... zamawianie czegoś stamtąd to dla osoby pochodzenia meksykańskiego hańba :D TacoBell to taki McDonald's meksykańskiej kuchni, więc mimo to oczywiście mają klientów wśród wszystkich kolorów skóry. Ale to jak powiedzieć, że warszawski kebab z budki na Marszałkowskiej to kuchnia Bliskiego Wschodu. Czaicie.

TexMex kontra Polka
Prawdziwy TexMex, albo nawet autentyczna kuchnia meksykańska to dla mnie - jako dla osoby mieszkającej całe życie w Polsce i podróżującej okazjonalnie tylko po Europie - tak zwany smak nabyty. Z początku kompletnie nie mogłam załapać, o co ten szał. Z czasem jednak moje podniebienie przystosowało się i zaczęło doceniać kompletnie nowe przyprawy, a nawet polubiło ostre potrawy. Ale zapewniam Was - to co możecie spróbować w Polsce w "meksykańskich" restauracjach i foodtruckach nie ma zbyt wiele wspólnego z tym, co tutaj naprawdę jemy. 

Poniżej przedstawię główne charakterystyki prawdziwej kuchni TexMex.


Główne charakterystyki prawdziwej kuchni TexMex:

1. Do smażenia używa się głównie smalcu.
2. Kukurydza, owszem, jest powszechna, ale NIE w postaci kukurydzy konserwowej (tzw. z puszki). Każda osoba pochodzenia meksykańskiego parska śmiechem gdy widzą kukurydzę w tej postaci wrzuconą do "meksykańskiego" dania przygotowanego przez niewinnych Europejczyków. Używa się jej do zagęszczania sosów, produkcji tortilli, które potem ewentualnie kroi się w trójkąty i smaży się w głębokim oleju, uzyskując chrupiące chipsy - tortilla chips, z których potem robi się nachos.
3. Charakterystyczne mięsa: wieprzowina, indyk, wołowina; rzadziej kurczak (głównie do tzw. chicken fajitas). Ponoć kurczak w tradycyjnej kuchni meksykańskiej w ogóle nie występuje.
3. Charakterystyczne warzywa - nie ma ich wiele, bo niewiele rośnie na gorących meksykańskich pustyniach: papryka (łagodna i ostra pod wieloma postaciami), cebula, czosnek, awokado, czasem kaktus.
4. Charakterystyczne źródła węglowodanów: brązowy ryż, rozmaite rodzaje fasoli, mąka pszenna (do produkcji pszennych tortilli), mąka kukurydziana. Warto podkreślić, że fasolę je się głównie w postaci "ubitej" na brązową pastę. Pokrywa się nią na przykład chipsy kukurydziane; na to ser żółty, ewentualnie jakieś mięso (wołowe lub wieprzowe) - i mamy nachos. Ziemniaki - bardzo rzadko; właściwie tylko do tzw. śniadaniowych tacos, np. moje ulubione papa ranchera: ziemniaki pokrojone w kostkę i ugotowane, wymieszane z ostrawym czerwonym sosem, zawinięte w tortillę. 
5. Charakterystyczne przyprawy: chilli, kmin rzymski mielony (inaczej kumin; po angielsku: cumin - NIE TO SAMO CO KMINEK!), granulowany czosnek, granulowana cebula, wędzona papryka, pieprz, często oregano, słodka papryka, cynamon, kolendra (świeża i suszona); do smaku używa się też soku z limonki.
6. Nabiał: ser, dużo sera, pod każdą postacią, a także śmietana, która często serwowana jest razem z guacamole jako salsa do chipsów kukuydzianych.

Gdybym miała streścić kuchnię TexMex, powiedziałabym, że to dużo cebuli, guacamole (czyli salsa z awokado), tortilli, nachos, kolendra, no i fasola - wszędzie fasola! 

Niestety moje jelitka nie tolerują większości składników kuchni TexMex! Jeśli też macie problem z nietolerancjami lub wrażliwością na produkty z grupy FODMAPS, zauważycie, że TexMex w nie obfituje. Mimo to DA SIĘ zjeść meksykańskie potrawy bez bólu brzucha! Wystarczy wykluczyć cebulę, czosnek, mąkę pszenną, fasolę, nabiał, w niektórych przypadkach kukurydzę... Niewiele wtedy zostaje, ale da się. Poniżej przedstawiam przepis na carnitas, czyli wolno duszone mięso wieprzowe oraz podaję dwie propozycje podania. Obie są w pełni paleo. Smacznego!




CARNITAS - meksykańskie duszone mięso wieprzowe

Nie ma jednego przepisu na carnitas. Główna idea jest taka, że mięso należy obsmażyć w smalcu, następne gotować w wolnowarze w miksturze zawierającej meksykańskie przyprawy. Wybór konkretnych przypraw zależy od preferencji smakowych. Carnitas je się głównie w tacos (czyli zawinięte w tortille), ale nie jest to jedyna opcja.

Czas przygotowania: 9-10 godzin


Składniki: 

  • 1 kg mięsa wieprzowego z łopatki (może być z kością - wtedy 1,5 kg)
  • smalec do obsmażania, ok. 1 - 2 łyżki
  • 1,5 szklanki bulionu, wywaru z kości, rosołu itp.
  • sok wyciśnięty z 1 pomarańczy
  • 2 łyżeczki oregano
  • 1 łyżeczka mielonego kminu rzymskiego
  • 1 łyżeczka soli
  • 0,5 łyżeczki pieprzu
  • 4 ząbki czosnku, drobno pokrojone lub przeciśnięte przez praskę
  • 0,5 cebuli, drobno pokrojonej
  • 0,5 łyżeczki cynamonu
  • 1 liść laurowy
  • szczypta wędzonej papryki
  • szczypta ostrej papryki

Przygotowanie:

  1. W wolnowarze wymieszać wszystko z wyjątkiem mięsa i smalcu. Włączyć wolnowar na tryb niskiej temperatury ("low", lub numer 1... Mój wolnowar ma tylko: low, high i keep warm).
  2. Pokroić mięso na spore kawałki. Jeśli mięso z kością - nie kroić (chyba że nie zmieści się na patelni). Jeśli mięso ma dużo tłuszczu, należy go trochę odkroić, ale nie wszystko.
  3. Na patelni rozgrzać 1 łyżkę smalcu. Obsmażać mięso ze wszystkich stron na dużym ogniu - tylko do uzyskania złoto-brązowego koloru. Każdy kawałek mięsa powinien mieć wokół siebie trochę miejsca, inaczej mięso zamiast smażyć, zacznie się dusić. 
  4. Obsmażone mięso wrzucić do wolnowaru. Upewnić się, że jest ustawiony na tryb niskiej temperatury. Dusić mięso przez 8-10 godzin. 
  5. Po 8-10 godzinach mięso powinno rozpadać się po ukłuciu widelcem. Wyjąć z wolnowaru (zachować sos!) i poszarpać mięso widelcem na paski.
  6. Ale to nie wszystko! Przed podaniem należy ponownie rozgrzać 1 łyżkę smalcu na patelni. Położyć cienką warstwę poszarpanych carnitas na patelnię i smażyć na wysokim ogniu, bez przewracania, około 3 minuty, aż spodnia warstwa będzie chrupiąca. 
  7. Po podsmażeniu wymieszać z sosem z wolnowaru. Gotowe! 


Propozycje podania (paleo): 


1. Sałatka z mango, papryką, zieloną cebulką i kolendrą


Składniki:
  • carnitas
  • 0,5 mango, pokrojone w kostkę
  • 2 liście sałaty rzymskiej
  • 1 papryczka jalapeno, bez gniazd nasiennych, pokrojona
  • kilka pasków papryki łagodnej
  • drobno pokrojony szczypiorek
  • świeża kolendra
  • ostra salsa pomidorowa - ale bez dużych kawałków (znaleźć najprostszy przepis i zblendować na mniej więcej gładką masę. Tutaj znajdziecie najlepszy przepis, po angielsku, ale bez wymyślnych składników typu ocet winny... Cukier opcjonalny; my zastępujemy paleo odpowiednikami)
Przygotowanie:
Na dno miski położyć poszarpaną sałatę. Następnie papryki, gorące carnitas, kolendra, mango, szczypiorek. Na sam koniec polać odrobiną salsy. Nie mieszać. Zajadać.



2. Tacos z sałaty (paleo)


Składniki:
  • carnitas
  • duże liście sałaty
  • 1 papryczka jalapeno, bez gniazd nasiennych, pokrojona
  • kilka pasków papryki łagodnej
  • drobno pokrojony szczypiorek
  • świeża kolendra
  • salsa (blog "Ale Meksyk" ma dużo różnych opcji! Podaję link: klik!)
Przygotowanie:
Na liście sałaty wykładać bardzo małe ilości składników - ziarko do ziarka i nagle wszystko wylatuje. Umyć rączki i zajadać.



Ten wpis bierze udział w akcji:

Kuchnia Ameryki Północnej 2017 Kuchnia Ameryki Północnej 2017

Paleo tarta z jeżynami na spodzie z batatów [paleo, bez glutenu, bez mleka, bez cukru]



Jakiś czas temu uzbierałam takie pudełeczko pełne dzikich jeżyn z mojego tajemnego miejsca. (Pisałam o tym na Facebooku) To miejsce nie jest może takie znowu tajemne, bo czasem chodzą tam ludzie z psami, ale jakoś nikt nie kusi się na dziko rosnące jeżyny. Bo co, bo blisko ruchliwej ulicy? A skąd pewność, że owoce kupowane w cenie milion monet za opakowanie wyrosły w środku Białowieży? :P A jak obawa tkwi w tym, że wyprowadza się tam psy... to przecież pies raczej nie da rady obsikać owoców rosnących na wysokości głowy człowieka i wyżej. Zdecydowanie wolę owoce darmowe, dzikie i wiadomego pochodzenia od drogich, dziwnie wyrośniętych i nie wiadomo skąd.

Poręczna siemianka instant z bakaliami - zrób swoją własną mieszankę! [paleo, wegańskie, opcja low-FODMAP]

Dziś kolejna inspiracja. Jeśli szukacie konkretnego przepisu, to jak zwykle znajdziecie ją na końcu wpisu.





Czy na diecie paleo macie czasem dość kabanosów w roli przekąski? Ja miałam, poza tym same kabanosy są mało zrównoważonym posiłkiem - jem je przeważnie z jakimś warzywkiem (witaminy i błonnik!), więc jest to średnio poręczne. Zastanawiałam się czym to zastąpić. Przyszło mi na myśl, że mogę przecież jeść proste siemianki ze smacznymi dodatkami i że wcale nie trzeba ich gotować, bo przecież mielony len potrzebuje tylko gorącej wody, by napęczniał i zrobił się kleisty, a zarazem dobry dla brzuszka. Jednakże sam len to średnia opcja... delikatnie mówiąc. Siemianki, jakie widzimy zwykle na blogach paleo wymagają dodania jajka, mleka, masła orzechowego czy innych skomplikowanych dodatków, które dodałyby tej brei jakiegoś smaku. Oczywiście np. w pracy nie ma takiej opcji, więc pomyślałam, że zrobię sobie poręczną mieszankę zawierającą nie tylko siemię lniane, ale i inne dodatki... bo gdybym miała jeść co drugi wyłącznie len z samą wodą, chyba bym się popłakała :D Dodałam więc inne ziarna zgodne z dietą paleo, kokos oraz rodzynki. Na miejscu czasem dodaję kakao.



Karobowo-czekoladowy krem jaglany z truskawkami [bezglutenowy, bezmleczny, wegański]



Uwielbiam nasze polskie lato! Może pogoda jest kapryśna i nieprzewidywalna, ale za to te owoce <3 Kiedy przychodzi sezon na truskawki, zjadam ok. pół kilograma dziennie (please don't judge), tak że pod koniec sezonu mam już dość na rok i łatwiej jest mi przeżyć rozłąkę :D Niestety w tym roku mocniej odczułam skórne skutki zajadania się truskawkami - zaczęła mnie swędzieć skóra najbardziej w okolicach twarzy, szyi i dekoltu... Zorientowałam się, że siedzę i bezwiednie się drapię, trochę mało elegancko to wyglądało :D więc musiałam sobie zrobić przerwę... na cały 1 dzień!

Sałatka z wędzonym łososiem, oliwkami i awokado [paleo, Whole30]




Uff, jak gorąco, puff, jak gorąco! Dziś chyba najgorętszy dzień tego lata - o dziesiątej rano było już 30 stopni, w okolicy południa - 36... Pamiętam, że jak byłam mała, 28 stopni to był szczyt wszystkiego, przy którym dzieci dostawały udarów (ekhem, na przykład ja), a starszym osobom zalecało się zostanie w domu... Cóż, klimat się zmienia, nie ma co ukrywać. Oprócz zmniejszania swojego śladu węglowego, jedyne co możemy zrobić, to sobie z tym jakoś radzić.

Placki jaglane z pieczarkami i wieprzowymi carnitas



Dawno mnie nie było... Moja aktywność ostatnio ograniczała się do wrzucania zdjęć i "inspiracji" na Facebooka. Znowu zawirowania :/ Między innymi takie, że... ciągle choruję! A tak zdrowo się odżywiam, ćwiczę, uzupełniam niedobory pierwiastków... Nigdy nie chorowałam tyle, co odkąd zaczęłam pracować w korporacji. Czego to może być kwestia? Zarazków fruwających bez przeszkód po "open spejsie"? Nieprawidłowo czyszczonej klimatyzacji w biurze? Używania mikrofali? A może alergia na regularną pracę? Nie wiem, ale jeśli ktoś chce podzielić się swoimi przypuszczeniami, radami... to chętnie je przyjmę - tutaj w komentarzach lub na Facebooku.

Wracając do tematów przyjemniejszych - jedzenie.

Potreningowy zielony paleo koktajl


Paleo smoothies to kwestia trochę kontrowersyjna ze względu na to, że są robione głównie z owoców, zawierają dodatkowe słodziki (nawet jeśli jest to miód czy daktyle) i w związku z tym zawierają dużo węglowodanów, a mało białka i tłuszczy. Mimo to wynalazłam rozwiązanie, które może potencjalnie zadowolić paleożerców - chociaż puryści raczej i tak będą kręcić nosem. A może nie? ;)

Najprostsze paleo pancakes - bez glutenu, bez mleka, 4-składnikowe



Kupiłam ostatnio wielki litrowy słoik (a raczej wiaderko!) masła z orzechów nerkowych z nadzieją, że w końcu zaszaleję z paleo przepisami... Miałam rację! Poniższy przepis jest strzałem w dziesiątkę jeśli chodzi o paleo naleśniki (w stylu amerykańskim, czyli pancakes) i smakuje wybornie z masłem z nerkowców.

Ciasteczkowa jaglanka, czyli jak wykorzystać niechciane ciasteczka lub ciasto

Jedzenia nie wolno marnować. Chyba że się rusza. Jeśli natomiast jeszcze nie ucieka, trzeba je jakoś wykorzystać. Sugerowałam już wcześniej, co zrobić ze starej owsianki w tym poście, teraz pora na niechciane ciasteczka.



Ale zaraz, zawołacie, jak ciasteczka mogą być niechciane? Każdy kocha ciasteczka, a jak nie, to może je komuś oddać! Ciasteczka to samo dobro! Tak, tak, wiem. Chodzi mi o sytuację kiedy na przykład młody, niedoświadczony piekarz upiecze ciastka, które po prostu nie wyszły i jakoś nikt nie chce ich zjeść. Albo kiedy wyszły dobre, ale w wyniku złego przechowywania straciły swoją konsystencję, smak, atrakcyjność i sens istnienia...

5 ciekawych przepisów na warzywa korzeniowe warte wypróbowania (wegańskie, paleo)

Zimą nie ma warzyw i owoców sezonowych. Gleba i rośliny zamarzają, więc musimy polegać na produktach importowanych z ciepłych krajów, ze szklarni, mrożonych, lub na plonach zebranych jeszcze na jesieni, np. jabłka. Ale właśnie dzięki temu możemy skupić naszą uwagę na tych warzywach, które są dostępne cały rok, ale zawsze przyćmiewane przez sezonowe gwiazdy. Mowa o warzywach korzeniowych. Kiedy jest na nie lepszy czas, jak nie w zimie? :)


Warzywa korzeniowe to na przykład:
  • buraki
  • seler (korzeń)
  • pietruszka (korzeń)
  • rzepa
  • czarna rzodkiew
  • marchewka
  • skorzonera czyli wężymord (cokolwiek to jest :D)

Naleśniki gryczane z owocami leśnymi i bananem - bez glutenu, bez mleka, bez cukru*, wegańskie*




Jak już pisałam na Facebooku, kupiłam niedawno gotową mąkę gryczaną i postanowiłam zrobić z niej naleśniki. Przedtem sama mieliłam ziarna kaszy gryczanej, ale to jednak nie był "mój smak" - za bardzo smakowało gryką, a poza tym nawet jak maksymalnie umęczyłam swój młynek i zmieliłam ziarna najdrobniej jak to tylko możliwe, to ciasto kiepsko się trzymało, a w efekcie końcowym czuć było pojedyncze drobinki... Mimo to w internecie jest tyle przepisów na bezglutenowe naleśniki i wypieki z mąki gryczanej, że pomyślałam sobie, że to nie może być przypadek! Postanowiłam dać mące gryczanej drugą szansę i kupiłam paczkę ze sklepu (ok. 4 zł). Okazuje się, że jest o wiele jaśniejsza od mojej (a więc dokładniej zmielona - no ba, że w zakładach produkcyjnych nie używają babcinego młynka do kawy, tak jak ja!) i ledwo czuć charakterystyczny smak kaszy gryczanej! Naleśniki z niej zrobione są bardzo "łatwe w obsłudze" - wychodzą cienkie i delikatne, ale jednocześnie się nie rwą (jeśli odpowiednio się z nimi obchodzimy). Już wiem, na jakiej mące będzie bazował mój następny chlebek bananowy! :D

Czekoladowy budyń na zimno/czekoladowa galaretka - WERSJA 1 [paleo, bez glutenu, bez nabiału]

Dlaczego musi być tak ciemno?! Zadaję sobie te pytania przeglądając zdjęcia, które nie nadają się do publikacji - chyba że na "failbooku". Nie wyobrażacie sobie, jak muszę się nagimnastykować, by zrobić przyzwoicie oświetlone i nieporuszone zdjęcie o tej porze roku! Zrobiłam już domową blendę ze sreberka, by doświetlić fotografowane przedmioty, wygrzebałam stare sztalugi z nadzieją, że przerobię je na statyw... Zanim czytający to fotografowie parskną śmiechem, niech zważą najpierw na fakt, że moje sztalugi są całkiem bajeranckie - składane, regulowane, stalowe, a do tego czarne jak moja dusza. I nadawałyby się na prowizoryczny statyw, gdyby nie to, że jedzenie fotografuje się z góry. Ale do krajobrazów są jak znalazł, z uwagi na to, że się składają i chowają do fajnej torby, którą można założyć na ramię. Tak czy siak bez statywu na dłuższą metę się nie obędzie. Nie mam pojęcia od czego zacząć - czy mój aparat pasuje do każdej głowicy (po wstępnym guglaniu dowiedziałam się, że to na tym montuje się aparat :P)? Poguglam dalej, ale jeśli ktoś wie coś o tym i chce pomóc, niech pomoże! :)


Dość tych technicznych pierdół - na pewno chcecie poczytać trochę o tym wynalazku, który nazwałam budyniem na zimno, albo czekoladową galaretką! Przepis wzięłam stąd i już wiem, że to dopiero pierwsza wersja (a jednocześnie najbardziej podstawowa). W kolejnych wersjach użyję kawałków gorzkiej czekolady zamiast sproszkowanego kakao. Będzie wtedy trochę mniej paleo, bo nie jest aż tak łatwo znaleźć gorzką czekoladę bez lecytyny sojowej lub mleka (czego nie pojmuję!). Chociaż teraz przyszło mi do głowy, że nawet jak uda się znaleźć coś takiego, to w składzie i tak będzie cukier, który paleo przecież nie jest. No cóż, wtedy dla osób restrykcyjnie przestrzegających zasad tej diety będzie to taki połowiczny cheat day :P

Bezglutenowa panierka do kurczaka




Kto nie lubi chrupiącego kurczaka? Nie wierzę, żeby taka osoba istniała :) Dlatego dziś pokażę Wam zdrową i bezglutenową panierkę do piersi z kurczaka. Po usmażeniu w głębokim oleju lub upieczeniu robi się całkiem chrupiąca. Nie jest to może porównywalne np. do KFC, ale i tak o wiele lepsze, niż kurczak bez niczego.

Jaglanka w wersji tropikalnej, wegańska i bezglutenowa



Długo nie mogłam przekonać się do kaszy jaglanej. Babcia zrobiła mi kiedyś zupkę mleczną z kaszą jaglaną i zupełnie mi to nie posmakowało. Wydawało mi się, że to takie dziwne piaskowate kulki, które mają dziwny smak, jeśli w ogóle jakiś mają. Teraz wiem, że to dlatego, że kasza nie była prawidłowo przygotowana. Prawidłowo przygotowana może być świetną alternatywą dla owsianki, szczególnie dla bezglutenowców :)

Frittata, czyli niskowęglowodanowe i pożywne śniadanie (bez glutenu)




Frittata to najprościej mówiąc danie z jajek i dodatków zapiekane w piekarniku, co dla mnie oczywiście oznacza zapiekanie na patelni pod przykryciem - kto by tam miał rano czas i motywację, by włączać piekarnik!

Meksykańska jajecznica z czerwoną fasolą



Od kilku dni jestem na diecie bezglutenowej, o czym pisałam na Facebooku (jeśli jeszcze nie lubicie fanpage'a Dziś na talerzu, kliknijcie na link i dajcie lajka! Amerykańscy naukowcy stwierdzili, że to nie boli :D), więc zaczynam serię bezglutenową od meksykańskiego śniadania.

Makaron z boczkiem, szpinakiem i jajkiem w koszulce, czyli śniadanie na obiad



Dziś propozycja prostego, choć wyglądającego całkiem wykwintnie obiadu składającego się z produktów, które najbardziej kojarzą się ze śniadaniem. A więc jest to świetna propozycja dla osób, które wstały o dwunastej i zastanawiają się, czy powinny zjeść jeszcze śniadanie czy już obiad :)
 
Oryginalny przepis pochodzi z fenomenalnego i na pewno wszystkim znanego bloga Kwestia Smaku. Niestety, będąc osobą, która nie toleruje laktozy i nie posiada w lodówce takich rarytasów jak szynka parmeńska (bo w ogóle nie jem żadnych szynek), musiałam zrobić swoje modyfikacje. Jeśli Was ten problem nie dotyczy, kliknijcie na ten link, by zobaczyć oryginalny przepis, a w przeciwnym wypadku - zachęcam do lektury poniżej.
A, dodam jeszcze, że moja wersja, czyli bez śmietanki, ma siłą rzeczy mniej kalorii ;)



SKŁADNIKI (dla jednej osoby):
  • makaron tagliatelle lub pappardelle - 1 gniazdo
  • 200 g świeżego szpinaku
  • kawałek boczku lub jakiejś szynki (ilość w zależności od upodobania)
  • 1-2 jajka (jajka są bardzo sycące, ja te 2 ledwo w siebie wmusiłam, a zwykle jem naprawdę duże porcje!)
  • 2 średnie ząbki czosnku
  • 0,5 - 1 łyżka soku z cytryny (bo jedne cytryny są kwaśniejsze od innych)
  • sól, pieprz

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:
  1. W wysokim garnku zagotować wodę na makaron z 1 łyżeczką soli, do gotującej się wody wrzucić makaron i ugotować al dente. Wyłowić makaron za pomocą łyżki cedzakowej, bo pozostała woda będzie potrzebna do jajek.
  2. Boczek lub szynkę pokroić w cienkie plasterki, usmażyć na małej ilości oleju aż kawałki będą delikatnie chrupiące. Zdjąć z patelni, odłożyć.
  3. Na tłuszcz pozostały na patelni wrzucić rozdrobniony czosnek, podsmażać ok. 1-2 minuty (nie rumienić!). 
  4. Szpinak opłukać, oderwać twarde łodyżki, można posiekać jak komuś się chce. Wrzucić na patelnię z czosnkiem, przykryć pokrywką i poczekać aż szpinak trochę zwiędnie na małym ogniu; wymieszać kiedy tylko stanie się to możliwe. 
  5. Dodać sól i pieprz do smaku oraz 0,5 łyżki soku z cytryny. Wymieszać i spróbować, czy jest odpowiednio kwaśny - jeśli nie, dodać resztę soku, wymieszać. 
  6. Jeśli na patelni ze szpinakiem jest woda, odkryć i poczekać, aż odparuje (na średnim ogniu).
  7. Wyłożyć na patelnię ugotowany makaron, wymieszać ze szpinakiem. 
  8. Ugotować jajko (lub 2 jajka) w koszulce. Czyli: wbić jajko do małej kokilki. Upewnić się, że jest dużo wody w wysokim garnku, zmniejszyć ogień, by nie było żadnych bąbelków. Można, ale nie trzeba energicznie zamieszać wodę, by stworzyć mały wir i w środek tego wiru delikatnie zsunąć jajko. Upewnić się, że woda nie będzie się gotowała, ale że będzie utrzymywać bardzo wysoką temperaturę. Po 1-2 minutach delikatnie wyjąć jajko. Żółtko ma być płynne.
  9. Wyłożyć makaron na talerz, na to położyć kawałki usmażonego boczku, na sam wierzch jajka w koszulce. Opcjonalnie: posypać startym serem bez laktozy lub wegańskim parmezanem.


Gotowanie jajek w koszulce to dla mnie nadal trochę czarna magia. Coś mi tam wychodzi, ale pomimo tego, że ścisło trzymam się różnych przepisów, białko i tak mocno się strzępi lub robi się z niego piana. Choć za każdym razem jest lepiej. Więc jeśli jesteście początkujący i kompletnie Wam nie wyszło, nie zrażajcie się! Jajka w koszulce są naprawdę pyszne i warto próbować, aż w końcu się uda :) Przed pierwszą próbą polecam jednak zajrzeć na różne strony, które w bardzo szczegółowy sposób opisują jak to dokładnie zrobić, a także co wolno, a czego nie powinno się robić. 


Co powiecie na taki kompromis między śniadaniem a obiadem? :)

Placki bananowe z owsianką orzechową z wczorajszego śniadania


Kto kocha słodkie placuszki na śniadanie, ręka w górę! Tak, moja jedna ręka też jest w górze (bo drugą zajadam się plackami, oczywiście).

Kiełbasa z soczewicą

Zdjęcia tej potrawy zapisałam w folderze "low carb day", bo na 100 gram soczewicy przypada tylko 20 gram węglowodanów! A także 9 gram białka, dzięki czemu jest uważana przez wiele wegetarian i wegan za alternatywę wobec mięsa. Oczywiście mięso zawiera więcej białka na 100g, ale 9g w nie-mięsie to sporo. Więcej informacji o soczewicy znajdziecie tutaj, a teraz przechodzimy do przepisu!

Obserwuj na Bloglovin'